EMOCJE A NAUKA + ŁAŃCUCHOWA METODA SKOJARZEŃ

lancuch

Temat emocji w procesie nauki jest bardzo szeroki. Dzisiaj skupimy się tylko na jego przyjemniejszej części. Porozmawiamy o tym, jak pozytywne emocje wpływają na efektywność pracy naszego mózgu i procesu zapamiętywania. Oprócz informacji ogólnych chcę Wam także zaproponować trochę praktyki. Omówię pierwszą z znanych mi metod szybkiej nauki, która wykorzystuje właśnie pozytywne emocje. Mówię tu o Łańcuchowej Metodzie Skojarzeń. Mam nadzieję, że jej skuteczność zaskoczy Was tak samo, jak kiedyś zaskoczyła mnie.

W mojej Mapie Myśli dotyczącej uczenia się cała jedna gałąź dotyczy przygotowania się do nauki. Jest to etap najczęściej pomijany, ponieważ dużo nauki = mało czasu, a mała ilość czasu wymaga wyeliminowania czynności zbędnych. I tak z naszego planu dnia w pierwszej kolejności wypadają przyjemności, ruch na świeżym powietrzu, relaks. Nie ma na to czasu, bo przecież MUSIMY SIĘ UCZYĆ! Niestety takie podejście powoduje, że może i uczymy się więcej ale nauka ta jest coraz mniej efektywna, a my coraz częściej czujemy mdłości na widok książek. Narastająca niechęć do nauki powoduje coraz gorsze jej efekty, przestajemy się uczyć, a zaczynamy ślęczeć nad materiałem.

To błędne koło można jednak zatrzymać. Jednak słowo klucz w tym zdaniu to właśnie „zatrzymać”. Przestać na chwilę się „uczyć”, dać sobie czas na spacer, znaleźć w sobie powód do uśmiechu i zacząć się na prawdę UCZYĆ. Wprowadzenie się w dobry nastrój przed nauką daje niesamowite rezultaty. Mózg wie, że jeśli jesteśmy w dobrym humorze, to zajmujemy się czymś fajnym i chętniej będzie z nami współpracował. Im silniejsze pozytywne emocje, tym bardziej aktywny jest hipokamp w mózgu, który odpowiada za uczenie się nowych rzeczy. Pozytywne emocje spowodują także, że będziesz miał więcej zapału do nauki, a także niesamowicie zwiększy się Twoja koncentracja.

Podsumowując, naprawdę warto znaleźć czas przed nauką aby się do niej dobrze przygotować. Pomyśl co sprawia Ci przyjemność, radość, co wprowadza Cię w świetny nastrój, i oddaj się temu zajęciu chociaż przez 15-20 minut przed nauką. Może ulubiona muzyka, ciekawa książka, krótki spacer, może kąpiel z pianką?

Teraz przechodzimy do jeszcze bardziej praktycznego zastosowania pozytywnych emocji w procesie zapamiętywania. Pokażę Wam jak zmieni się nasz mózg niesamowicie szybko zapamiętuje pewne skojarzenia, jeśli są one zabawne. Słowo ABSURDALNE może będzie tu odpowiedniejsze. Metoda, o której mówię, wprowadza do nauki element zabawy. Aby zastosować ją w praktyce, wymaga także kreatywności. Bawi się obrazem, kolorem, dźwiękiem i zapachem, wykorzystując niesamowite narzędzie, o którym szkoły często zapominają – mowa o wyobraźni.

Nie będę Was tu zanudzać teoretycznymi założeniami tej metody. Zamiast tego zacznijmy od ćwiczenia.

Poniżej znajduje się 20 różnych, niezwiązanych z sobą rzeczowników. Spróbujcie się ich nauczyć na pamięć w takiej kolejności, w jakiej są wypisane. Macie na to 5 minut. Nie czytajcie dalej, jeśli nie spróbujecie tego zrobić, ponieważ wtedy cała zabawa traci sens. Gotowi? Czas start!!

lampa, banan, lustro, drzewo, słuchawki, kubek, samochód, marchewka, dywan, książka, okno, gitara, łódka, lodówka, pies, kwiat, serce, komputer, cyrkiel, but

 

Jeśli już skończyliście, weźcie kartkę papieru i długopis, i postarajcie się wypisać powyższe słowa w tej samej kolejności. Robię ćwiczenie razem z Wami i mi udało się wypisać 16 słów. Całkiem nieźle, ale jeśli jutro zapytacie mnie o te wyrazy, wątpię, abym coś jeszcze pamiętała. W takiej technice nauki niezbędne są powtórki. Musiałabym jeszcze kilkakrotnie usiąść do nauki, aby ten ciąg zapamiętać dobrze.

A teraz zabawa 😉

Kluczem jest tu Wasze zaangażowanie, musicie „zobaczyć” każdą scenę, poczuć, usłyszeć. Jeśli będzie Wam łatwiej, po przeczytaniu każdej sceny zamknijcie oczy.

Zaczynamy:

Wyobraźcie sobie lampę w kształcie kiści bananów. Wielka kiść, a każdy banan świeci w innym kolorze. Niektóre banany są tak dojrzałe, że pękają a przez szpary widzicie kolorowe żarówki. Poczujcie zapach bananowej lampy.

Teraz wyobraźcie sobie panią Banan. Szykuje się przed lustrem do balu. Ma pełen makijaż i piękną suknię z bananowych skórek. Widzicie ją? Czujecie jej perfumy?

Kolejny obraz, to drzewo, a na mim dojrzewają lustra w złotych ramach. Dojrzałe lustra spadają. Pod drzewem kręcą się ludzie i zbierają lustra do koszy.

Przechodzimy do drugiego drzewa. Stoi gdzieś obok. Ma założone słuchawki i słucha metalu. Muzyka jest tak głośna, że słyszycie ją mimo słuchawek. Drzewo kiwa się w rytm muzyki, gubiąc liście.

Teraz to Wy słuchacie muzyki. Ale zamiast słuchawek macie na uszach dwa wielkie czerwone kubki, oczywiście z uszami 😉

W następnej kolejności przesiadacie się do kubkomobilu, czyli kubka na kołach. Zasuwanie Waszym „autem” po zatłoczonym placu, mijając slalomem przechodniów, trąbiąc przy tym zawzięcie.

Teraz bardziej luksusowo. Wyobraźcie sobie piękny biały samochód, najlepiej limuzynę, bardzo dłuuuuuuuuuugą. Kierowca otwiera drzwi, a ze środka wychodzi pięknie ubrana pani Marchewka (pewnie koleżanka pani Banan). Kiedy odrzuca od niechcenia zielone loki wokół błyskają flesze.

Nie zmieniając koncepcji, jedziemy dalej. Niech pani Marchewka nas nie opuszcza, a zmierzając na bal przejdzie po zielonym dywanie (czerwony nie podkreślałby odpowiednio jej cery). Dywan cały porasta zielona marchewkowa natka.

Teraz wyobraźcie sobie dywan pozszywany z książek. Książki są połączone ze sobą grubym, czerwonym sznurkiem. Są niestety różnej grubości, niektóre całkiem cienkie, inne grube jak trzy tomy encyklopedii, co powoduje, że idąc po tym dywanie przewracanie się i potykacie.

Jesteśmy w bibliotece, nagle coś spadło i spłoszone książki zrywają się z półek, i po chwili chaotycznego latania po bibliotece równym kluczem wylatują przez wieeeelkie okno, które zajmuje całą ścianę. Nagle okno zamyka się z hukiem i część książek uderza w nie z impetem.

Słyszycie straszny jazgot, to okno (takie z rękami, nogami oczyma zamiast szyb i przyjaznym uśmiechem) próbuje grać na gitarze. Niestety, dźwięki, jakie się z niej wydobywają są nie do zniesienia. Okno jednak nie przejmuje się tym faktem i gra dalej, rozwalając na końcu gitarę o deski sceny.

A teraz udamy się w rejs piękną łodzią w kształcie gitary. Niestety, gitara jest nawoskowana i nie ma żadnych barierek. Także przy każdym silniejszym podmuchu wiatru część pasażerów zjeżdża z niej. Łódź płynie jednak nie po wodzie a po wygiętych w kształcie fal, pięcioliniach. Spadający ludzie chwytają się ich i zamieniają się w nuty.

Jestem głodna, idę do lodówki. Otwieram ją, a tam… mała łódka z dżemem, większa łódź pełna kotletów mielonych, z pomiędzy kotletów wystaje maszt z żaglami. Na półce niżej też kilka łodzi, różnej wielkości i kształtu, a w każdej coś do jedzenia.

Zamykam lodówkę, otwieram ponownie i widzę psa w czerwonej czapce i szaliku. Cały dygocze z zimna, szczękając przy tym zębami.

Znajdujemy się na łące pełnej kwiatów. Nie, to nie kwiaty. To zielone psy z płatkami wokół pysków. Psy te kiwają się na wietrze i wyją.

Teraz jesteśmy chirurgami i otwieramy jakiemuś człowiekowi klatkę piersiową. A tam zamiast serca człowiek ten ma kwiat. Bije on jak serce, przy każdym uderzeniu zamykając i otwierając płatki.

A gdzie jest serce tego gościa? Poszło sobie pograć na kompie. Siedzi teraz i napierdziela w jakąś strzelankę. Nadaj jednak bije i przy każdym uderzeniu wytryskuje z niego krew, brudząc wszystko dookoła.

Na komputerze obok siedzi Cyrkiel. Trochę musiał powyginać swoje nogi, żeby móc nimi pisać na klawiaturze. Uderza rysikiem i igłą w klawiaturę w takim tempie, że niejedna scenotypistka by się zawstydziła.

Ostatnia scena, ogromny cyrkiel w siedmiomilowych butach, koniecznie czerwonych. Przemierza przez miasto, burząc budynki, jak filmowa godzilla.

 

No to skończyliśmy, powinno Wam to zająć także mniej więcej 5 min. A teraz spróbujcie wymienić wszystkie wyrazy po kolei. Jeśli wyobraziliście sobie każdą scenę wystarczająco wyraźnie, wasz mózg sam powinien podsuwać Wam kolejne obrazy. Jeśli utykacie w jakimś miejscu najprawdopodobniej nie „zobaczyliście” dobrze danej sceny. Jest też taka możliwość, że dana scena jest dla Was zbyt mało abstrakcyjna i barwna. Testowałam ten przykład na rodzinie i na wszystkich działa, ale wiadomo, każdy ma inny mózg i inne skojarzenia. A metoda ta działa najlepiej, jeśli sami wymyślacie sobie takie sceny. Ale najlepsze w tej metodzie jest to, że zapamiętujemy daną sekwencję na bardzo długo, tylko przy jednorazowym podejściu do nauki. Ten wpis w wersji roboczej powstał trzy tygodnie temu, a ja jestem w stanie dziś nadal wymienić po kolei te 20 wyrazów. Obrazy nie są może już takie „świeże”, jednak przypomnienie sobie ich nie stanowi problemu. Nie dałabym raby osiągnąć takich rezultatów przy zwykłym wkuwaniu bez wielokrotnych powtórek.

Co jest kluczem to tego sposobu zapamiętywania? Każda scena musi łączyć dwa kolejne wyrazy. Sceny nie muszą się ze sobą łączyć. I najważniejsze, sceny muszą być pełne ABSURDU i BARWY. Najlepiej, jeśli użyjemy także innych zmysłów. Niech sceny pachną, hałasują, dotykają nas. I niech są zabawne. Połączenia muszą być dziwne, nie proste i oczywiste. Mają szokować nasz mózg, wtedy on je lepiej zapamięta. A więc, nie pies z bukietem kwiatów. To takie banalne. Może być pies z kwiatami zamiast sierści, albo z wielkim kwiatem zamiast łba. Obraz musi też być dynamiczny. Na przykład sam dywan z książek mógł by być za „słaby”. Dopiero kiedy wyobrazimy sobie jak potykamy się i przewracamy idąc po nim, obraz staje się ciekawy.

Ale Wy pewnie nie dacie sobie zamydlić oczu taką zabawą i zapytacie, bardzo zresztą słusznie, jak to Wam się może przydać w rzeczywistej nauce. Bo nikt Wam przecież nie każe uczyć się na pamięć jakiś abstrakcyjnych ciągów wyrazów. Jednak istnieje wiele rzeczy, które musicie umieć w określonej kolejności. Przykładem, przydatnym dla Was, może być matura ustna z języka polskiego. 15 minut na przygotowanie ustnej wypowiedzi, to nie jest zbyt dużo czasu, dlatego warto przez ten czas skupić się na treści, a nie próbie jej zapamiętania. Możecie, oczywiście, zerkać na konspekt, a w nim zaznaczyć, np. w punktach, kolejne zagadnienia, które chcecie poruszyć. Jedak jeśli połączycie te główne zagadnienia za pomocą powyższej techniki, zrobicie na komisji dużo lepsze wrażenie, nie musząc co chwilę zaglądać do notatek. Pewność siebie i kontakt wzrokowy z komisją to podstawa budowania wrażenia „wiem o czym mówię”.

Przebieg bitwy, kości stopy, rzeki w danym państwie, czy na danym kontynencie, to wszystko możecie zapamiętać dzięki tej technice. Hamuje Was tylko Wasza wyobraźnia. Kość łódkowata = łódź, pliczki – pale wbite dno morskie, kość sześcienna = kostka do gry, kość klinowa boczna – no mi się klin kojarzy z setką na kaca ;), choć to czasem bokiem wychodzi. Mamy skojarzenia, układami sceny i po nauce. Sprawdzamy tylko na drugi dzień i tak po tygodniu, czy pamiętamy dany łańcuch, czy musimy go wzmocnić dodatkową szczyptą absurdu.

Czy wszystko da się w ten sposób zapamiętać? Pewnie nie. Istnieje masę słów, których za nic nie idzie skojarzyć z niczym, co dałoby się wyobrazić. Jednak będziemy tu omawiać jeszcze wiele metod, między innymi jak zapamiętywać liczby. Pamiętajcie o jednym, wkuwamy na pamięć tylko wtedy, kiedy naprawdę inaczej się nie da. To najmniej efektywna forma nauki.

Zachęcam Was także do ćwiczenia swojego mózgu, czyli używania go, kiedy tylko się da. Wyrabiacie sobie wtedy dobre nawyki. Nie zapisujcie więc list zakupów, raczej ułóżcie przed wyjściem szybkie skojarzenia pomidora z masłem, masła z szynką, a szynki z bananem 😉

Powodzenia i miłej zabawy.

1 thought on “EMOCJE A NAUKA + ŁAŃCUCHOWA METODA SKOJARZEŃ

  1. Mnie przed maturą bardzo się przydał kurs w szkole szybkiego czytania edu, łatwiej było mi przyswajać materiał, nawet z przedmiotów ścisłych. W tym roku moja siostra będę zdawała i też poszła na takie szkolenie w Warszawie. Widzę, że mniej czasu niż wcześniej siedzi nad książkami i ma czas na relaks, a to też ważne. Równowaga musi być zachowana, bo czeka ją seria trudnych egzaminów.

Dodaj komentarz